W wysokie Karkonosze

Pod Łabskim - Szrenica (24)

Na moją pierwszą wędrówkę w wysokie Karkonosze – i w ogóle w wysokie góry – zdecydowałem się o siódmej rano, zaraz po przebudzeniu. Spojrzałem przez okno na Szrenicę i nagle zachciało mi się tam wejść – rzecz jasna, o własnych, zupełnie nieprzygotowanych do tego nogach. O ósmej byłem już w drodze, a o dziewiątej zastanawiałem się, czy aby z niej nie zawrócić, bo serce zaczęło walić mi jak młot i nie chciało przestać. Tak sobie teraz myślę, że gdybym wtedy zawrócił, byłbym teraz zupełnie gdzie indziej. Ale postanowiłem nie pękać, przeżyłem (nomen omen) chwile naprawdę odlotowych euforii i teraz nie umiałbym już bez tego żyć. No, może tylko bym nie chciał – ale w moim przypadku to na jedno wychodzi 😉 I powiem Wam coś, choć moja przeprowadzka na stałe do Szklarskiej Poręby odwleka się w czasie, to dopnę swego. A zrobię to tak, jak wlazłem Czeską Ścieżką przez schronisko „Pod Łabskim Szczytem” i Mokrą Drogę na Szrenicę – i tak jak wszedłem w podskokach Czeską Drogą przez to samo schronisko na Śnieżne Kotły. Czyli zupełnie na wariata, choć z systematyczną determinacją 😉 Tymczasem stałem się wcale niezłym piechurem, więc na pewno się uda! Trzymajcie kciuki!



We Wlastimilówce

W grudniowej „Odrze” znajdziecie mój tekst o tym, jak to dwa lata temu we Wlastimilówce zachwyciłem się obrazami artysty, o którego istnieniu nie miałem wcześniej pojęcia. Obawiam się, że takich malarzy może być dużo więcej. Bo ja się w ogóle na malarstwie nie znam. Ale pisać umiem jak mało kto 😉 Jeżeli nabraliście podejrzeń, że rzecz jest mało poważna, a może i nie na temat, to macie rację. Dlatego czytania tekstu pt. „We Wlastimilówce”, zamieszczonego w „Odrze” 12/2017 na stronie 136, szczerze odradzam. Namiary podaję dla przestrogi. Dla porządku dodam, że autor nazywa się Grzegorz Tomicki. To właśnie ja. Kłaniam się nisko.

Grzegorz Tomicki