Łabski Kocioł

W Łabskim Kotle wiatr
ze śniegu diabelskie bicze kręci
i zaraz odkręca. Jak sędzia surowy,

lecz żartobliwy. Zbliża się koniec
roku głośnego dwa tysiące dwudziestego,
co był jak megafon i klakson,

w którym każdy załapał się
na ćwierć, a może i pół śmierci,
a po resztę zgłosi się później.

Bo w tym sezonie mimo klaksonów
i megafonów dawca narodzin i zgonów
jakby na chwilę zasnął. A może

tylko ludźmi się znudził.

Grzegorz Tomicki

Wiersz z tomu Konie Apokalipsy

Kup książkę



A może nie

Jeszcze chodzę Końskim Duktem
i Chomontową Drogą, choć tego roku
wszyscy umarli i nie ma kogo

zabrać ze sobą do lasu choćby
na karcie SIM. Nie kocham się już
jak dawniej, ale i dawniej kochałem

jak nie wiem kto. Nie żebym zaraz
chciał wszystkich naraz zapraszać
w wysokie progi regla dolnego

albo górnego, ale kogoś jednego
pod sufit z zarośli i ziołorośli,
pod pierzynę z krzewinek

może i tak.

Grzegorz Tomicki

Wiersz z tomu Konie Apokalipsy

Kup książkę



Sucha Góra

Kiedyś spędzałem urodziny w knajpie
albo robiłem knajpę z domu,
którego nigdy nie miałem.

To znaczy miałem i nie miałem,
nie chcę się nad tym rozwodzić,
bo nie. To były czasy,

kiedy zbyt dużo myślałem
nie o tym, co trzeba. Na Suchej Górze
też mam wiele do przemyślenia,

ale nie myślę. Wiecie, jak jest.
Wszędzie jagody i lite granity,
żyć się chce trochę od niechcenia,

a trochę od chcenia.
Dziękuję wszystkim za niewydarzone
urodzinowe życzenia.

Grzegorz Tomicki

Wiersz z tomu Konie Apokalipsy

Kup książkę



Wiaterna

Dziś rano usłyszałem,
że Piłsudski był tylko człowiekiem,
choć ptaszki w lesie inaczej śpiewały.

W lesie w ogóle śpiewa się dużo
i nie na temat, to znaczy
bynajmniej nie o tym,

że skały są zrobione ze skały.
Naszukałem się dzisiaj Wiaternej,
ale znalazłem i teraz stoję

w szarych szeregach granitowych
ostańców. W dali zakuty łeb Małego
Szyszaka. Nigdzie legionistów

ani powstańców.

Grzegorz Tomicki



Szrenica

Dziwna rzecz, ale na stercie
kamieni pochylam głowę
i pukam się w pierś,

choć pewnie nie pukam
w takiej intencji,
jak gdybym się bił.

Wygląda na to, że jestem
skruszony lub zamyślony
albo mam podstawowe

kłopoty z istnieniem,
tymczasem nie tyle stoję
na gruzach Szrenicy,

ile po nich przechodzę,
to znaczy na myśli
mam tylko kamienie.

Grzegorz Tomicki



Kocioł Łomniczki

Ludzie są mali, a wielkie góry
znikają. I vice versa. Jak teraz
na ścieżce znikąd donikąd

pod Śnieżką. Widzę tych dwoje,
jak stoją w zieleni pod kopułą góry
we mgle. Małe różowe

skalenie, z siecią widocznych
i niewidocznych pęknięć,
wzdłuż których

łupią się
na mniejsze fragmenty,
na coraz mniejsze

kamyczki,
ziarenka,
pył.

Grzegorz Tomicki



Śląskie Kamienie

Wróciłem z dalekiej podróży
do nizin, a teraz chodzę skacząc
po Śląskich Kamieniach jak gdyby

nigdy nic, jak gdyby zawsze coś.
Nie kocham się wprawdzie
jak dawniej, ale kocham

jak nigdy. Jak gdyby za zgodą
autora przemierzam góry, padoły,
padoły gór i góry padołów.

Z lasu wychodzę zawsze
na swoje, to znaczy widzę wszystko
clair et distinct: ten Grzbiet jest

Śląski, ten Kowarski, ten Czeski.
Tamtym Czarnym nie chodzę,
bo Czarny.

Grzegorz Tomicki



Sowia Przełęcz

Miałem tej góry już nie oglądać,
ale stoję naprzeciw i widzę wszystko
jak dawniej, to znaczy jeszcze lepiej

poukładane. Tu niebo, tam ziemia.
Tu przyroda nieożywiona,
tam ożywiona. Ja zaś mniej więcej

pośrodku. Wyszedłem z lasu
i przez gęstwinę kosodrzewiny
zmierzam ku zwałom kamieni.

Wszystko jest clair et distinct,
to znaczy proste: ten kamyk
dla ciebie, ten dla mnie,

ten kopczyk jest nasz.

Grzegorz Tomicki