Śląskie Kamienie

Wróciłem z dalekiej podróży
do nizin, a teraz chodzę skacząc
po Śląskich Kamieniach jak gdyby

nigdy nic, jak gdyby zawsze coś.
Nie kocham się wprawdzie
jak dawniej, ale kocham

jak nigdy. Jak gdyby za zgodą
autora przemierzam góry, padoły,
padoły gór i góry padołów.

Z lasu wychodzę zawsze
na swoje, to znaczy widzę wszystko
clair et distinct: ten Grzbiet jest

Śląski, ten Kowarski, ten Czeski.
Tamtym Czarnym nie chodzę,
bo Czarny.

Grzegorz Tomicki



Sowia Przełęcz

Miałem tej góry już nie oglądać,
ale stoję naprzeciw i widzę wszystko
jak dawniej, to znaczy jeszcze lepiej

poukładane. Tu niebo, tam ziemia.
Tu przyroda nieożywiona,
tam ożywiona. Ja zaś mniej więcej

pośrodku. Wyszedłem z lasu
i przez gęstwinę kosodrzewiny
zmierzam ku zwałom kamieni.

Wszystko jest clair et distinct,
to znaczy proste: ten kamyk
dla ciebie, ten dla mnie,

ten kopczyk jest nasz.

Grzegorz Tomicki



Konie Apokalipsy

Miało mnie tutaj nie być
i wkrótce mnie tu nie będzie,
tymczasem stanąłem na wysokości

Skalnika i Ostrej Małej w Rudawach,
to znaczy posilam się i pożywiam
przy Koniach Apokalipsy, kamiennych

ostańcach, gdzie moje miejsce. Podobno
przede mną gasili tu pożar harcerze,
ale nie ugasili. Podobno jeden

z tych koni jest mój. Podobno
przy życiu trzyma mnie pomór,
pożoga, powódź i głód.

Grzegorz Tomicki



Kocioł Łomniczki

Stoję na skale w Kotle Łomniczki,
trochę powyżej wszystkiego,
a trochę nie. Zadarłem głowę,

jakbym widział coś w niebie,
ale nie widzę. Wygląda na to,
że wypatruję. Pora ptaków minęła,

pora na ludzi taka, że nigdzie ich
nie ma albo wszyscy nie żyją.
Na piętrze regla dolnego

głęboki las, powyżej gęstwina
kosodrzewiny, a wyżej już tylko
kamienie, kamienie

rzucane z nieba na ziemię.

Grzegorz Tomicki



Śnieżne Stawki

Miało mnie tutaj nie być, a jestem
i stąpam po ziemi. Po prawej mam ciebie,
po lewej siebie, z tyłu górę i staw.

Wygląda na to, że wiedzie mnie uśmiech,
ale naprawdę jestem w potrzebie.
Stoję dwa kroki za tobą

i dwa kroki od wody, to znaczy
chciałbym się schronić,
tymczasem zacząłem od tego,

że przestałem zadawać niebu
i ziemi abstrakcyjne pytania,
zbierając dane do dobrostanu.

Grzegorz Tomicki



Ścieżka nad Reglami

Czasem wyglądam na zdziwionego,
a czasem jestem zdziwiony,
co może wydawać się dziwne.

Miało mnie tutaj nie być, a jestem
i stąpam po ziemi. Choć czasem
się trochę unoszę. Nie kocham się już

jak dawniej. Więcej pragnę, mniej czuję
albo odwrotnie, to znaczy
niebo wchodzi we mnie jak w masło,

a wychodzi jak nóż. Zostawia
po sobie bliznę przy bliźnie
podobne do ust.

Grzegorz Tomicki



Śnieżne Stawki

Czasem wyglądam na zdziwionego,
co jest trochę dziwne,
bo mnie już w życiu nic nie dziwi.

To znaczy na ziemi. Bo niebo
zawsze wydaje się jakieś dziwne.
Niebo i jego ludzkie opisy. Popisy

pragnienia, życzenia, nieskrępowania.
Może przyszedłem po to aż tutaj,
a może nie. Kto wie.

Usiadłem na skale i siedzę.
Od głowy pochłania mnie błękit.
Nogi bujają obłoki.

Grzegorz Tomicki



Kocioł Łomniczki

Szlak czerwony przez Kocioł Łomniczki na Śnieżkę

Szlak czerwony przez Kocioł Łomniczki na Śnieżkę

Stoję na skale w Kotle Łomniczki,
trochę powyżej wszystkiego,
a trochę nie. Zadarłem głowę,

jakbym widział coś w niebie,
ale nie widzę. Wygląda na to,
że wypatruję. Pora ptaków minęła,

pora na ludzi taka, że nigdzie ich
nie ma albo wszyscy nie żyją.
Na piętrze regla dolnego

głęboki las, powyżej gęstwina
kosodrzewiny, a wyżej już tylko
kamienie, kamienie

rzucane z nieba na ziemię.

Grzegorz Tomicki