Do Jeleniej Góry i z powrotem, czyli rachunki włóczykija

Byłem dzisiaj w Jeleniej Górze. Dokonałem pobieżnych obliczeń. Aby przejść z dworca PKS przy Nowym Rynku do oddalonego o kilometr sklepu Decathlon i z powrotem, musiałem osiem razy stawać na światłach i przepuścić jakieś dwieście samochodów z okładem. Wróciłem najszybciej, jak mogłem. Czyli autobusem, który dwadzieścia kilometrów robi w godzinę, zatrzymując się na wszystkich dwudziestu czterech przystankach, bez względu na to, czy ktoś na nich wsiada-wysiada. W Szklarskiej Porębie na wszelki wypadek od razu zajrzałem do lasu. Nie miałem czego ani po co liczyć. Wszystko było na miejscu, w całości, na wyciągnięcie ręki.    



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *