Na moją pierwszą wędrówkę w wysokie Karkonosze – i w ogóle w wysokie góry – zdecydowałem się o siódmej rano, zaraz po przebudzeniu. Spojrzałem przez okno na Szrenicę i nagle zachciało mi się tam wejść – rzecz jasna, o własnych, zupełnie nieprzygotowanych do tego nogach. O ósmej byłem już w drodze, a o dziewiątej zastanawiałem się, czy aby z niej nie zawrócić, bo serce zaczęło walić mi jak młot i nie chciało przestać.
Szrenica
Dziwna rzecz, ale na stercie kamieni pochylam głowę i pukam się w pierś, choć pewnie nie pukam w takiej intencji, jak gdybym się bił. Wygląda na to, że jestem skruszony lub zamyślony albo mam podstawowe kłopoty z istnieniem, tymczasem nie tyle stoję na gruzach Szrenicy, ile po nich przechodzę, to znaczy na myśli mam tylko … Dowiedz się więcej

