Powrót do Śnieżnych Kotłów

Śnieżne Kotły

Jak wiemy, pierwsze razy są najlepsze, bo są pierwsze, a następne są jeszcze lepsze, ale to już nie wiadomo dlaczego. Podczas mojej drugiej wyprawy w okolice Śnieżnych Kotłów postanowiłem wypróbować obie wspomniane górskie prawidła i połączyć najlepszy pierwszy raz z jeszcze lepszym drugim. Gór bowiem nigdy nie za wiele!  

Dowiedz się więcej

Do Jagniątkowa

Szklarska Poręba - Jagniątków

Nie wiem, kiedy po raz pierwszy pomyślałem o wyprawie do Jagniątkowa. Może kiedy usłyszałem o znajdującym się tam domu Gerharta Hauptmanna, który konicznie chciałem zobaczyć. A może kiedy zorientowałem się, że Jagniątków to właściwie Agnieszków, która to nazwa obowiązywała w latach 1945-46, zastępując niemieckie Agnetendorf. Miejscowość nazwano tak na cześć Agnieszki, małżonki hrabiego Krzysztofa Leopolda von Schaffgotscha, właściciela zamku Chojnik, która pomagała prześladowanym protestantom, uciekinierom z Czech. Bo podobnie jak Szklarską Porębę, także Jagniątków założyli dziarscy czescy drwale, którym jestem niezmiernie wdzięczny za to, że pozostawili po sobie całą masę wesoło rosnących drzew.  

Dowiedz się więcej

W Żelaznym Tyglu

W Żelaznym Tyglu Walońskim w Szklarskiej Porębie jeńców nie biorą. Przy pomocy czterech żywiołów i pomysłowych narzędzi przekuwają niedzielnych turystów w prawdziwych ludzi z żelaza, bo tylko tacy zasługują na łaskę tutejszego Ducha Gór. A z tutejszym Duchem Gór nie ma żartów. Osobiście nie sprawdzałem, bo się bałem 😉 Do Żelaznego Tygla Walońskiego trafić jest … Dowiedz się więcej

Czeska Kładka

Czeska Kładka nad Szrenickim Potokiem na Czeskiej Ścieżce, prowadzącej do schroniska „Pod Łabskim Szczytem”, na niebieskim szlaku turystycznym, powyżej Drogi Pod Reglami w Karkonoszach. Kiedy przechodziłem tą kładką po raz pierwszy, nie miałem pojęcia prawie o żadnej z tych rzeczy. Mówię Wam, pierwsze razy są najlepsze. Bo są pierwsze. A następne razy są jeszcze lepsze, … Dowiedz się więcej

W wysokie Karkonosze

Pod Łabskim - Szrenica (24)

Na moją pierwszą wędrówkę w wysokie Karkonosze – i w ogóle w wysokie góry – zdecydowałem się o siódmej rano, zaraz po przebudzeniu. Spojrzałem przez okno na Szrenicę i nagle zachciało mi się tam wejść – rzecz jasna, o własnych, zupełnie nieprzygotowanych do tego nogach. O ósmej byłem już w drodze, a o dziewiątej zastanawiałem się, czy aby z niej nie zawrócić, bo serce zaczęło walić mi jak młot i nie chciało przestać.

Dowiedz się więcej